| Artur
Góra - Perspektywa Gaijin
Wodzisław
Śląski GALERIA NCE ul. 1 Maja 23B, tel. 0327293132 Wystawa
czynna do 15 marca 2008 r. Pierwsze skojarzenie, jakie
wzbudziła we mnie Japonia, to dżungla. Świat kompletnie niezrozumiały, pełen zgiełku,
nieprzetartych ścieżek. Od razu poczułem się jak ryba w wodzie świat, który wymaga
od mnie maksymalnej koncentracji, intuicji i zmobilizowania wszystkich sił. aby
przetrwać i się nie zagubić. Najprostsze czynności stanowiły wyzwanie: jak odróżnić
butelkę zawierającą ocet od tej zawierającej olej, w jaki sposób błyskawicznie
rozpoznać autobus, do którego chce się wsiąść. Co krok zagadka i wyzwanie. Zaskakujący
wydawał mi się fakt, iż rzeczy oczywiste tu przestają nimi być. Japonia
to kraj, który albo się pokocha albo znienawidzi, kraj, obok którego nie przechodzi
się obojętnie. Kraj który na zgromadzonych tu 40 fotografiach pokazuję oczami
gaijin cudzoziemca, przybysz o innej mentalności, innej wrażliwości, który zazwyczaj
nie potrafi dostrzec tego co tak naprawdę w tym świecie się liczy. Wyłapując orientalizmy,
zdarzenia i fragmenty rzeczywistości buduje swój przesiąknięty stereotypami obraz,
który kusi bądź zniechęca, wabi bądź odrzuca jak i sama Japonia. Artur
Góra www.artgora.com Takie też są fotografie Artura
Góry: czarno-białe, syntetyczne symbole tradycji, nowoczesności, codziennego życia,
pokazujące nam zupełnie inny niezrozumiały, ale jakże fascynujący dalekowschodni
świat. Wystawie towarzyszą teksty o Japonii pisane w Japonii autorstwa Sylwii
Sowy. Artur Góra z wykształcenia jest chemikiem (kataliza i chemia teoretyczna)
i biologiem (biologia molekularna). Jest pracownikiem Instytutu Katalizy i Fizykochemii
Powierzchni Polskiej Akademii Nauk w Krakowie. Był stypendystą rządu japońskiego
w National Institute of Advanced Sciences and Technology Tohoku w Sendai. Pracował
nad wykorzystaniem reaktorów membranowych do procesów uwodorniania i odwodorniania
związków organicznych. Z pasji podróżnik i fotograf. -
Fotografia stała się moim remedium na samotność. Stwierdzam to z perspektywy czasu,
ponieważ kiedy zaczynałem fotografować, stanowiła zwyczajne wyzwanie dla umysłu
ścisłego , czy sprawdzi się w dziedzinie bardziej ulotnej. Po czterech albo pięciu
latach wędrowania z aparatem mogę też stwierdzić, że fotografia była łącznikiem
miedzy moją twierdzą i ludźmi. Przywróciła mnie do świata żywych i wyprowadziła
z czystej obserwacji do działania. Tak jakbym zobaczył świat w lepszej ostrości
opowiada o swojej pasji Artur. Fotografią zainteresował
się w 1999. W latach 2001-2004 należał do krakowskiej grupy fotograficznej OKNO
. Perspektywa gaijin to pierwsza jego indywidualna wystawa. Efekt 9 miesięcznego
pobytu w Japonii na przełomie 2002-2003 oraz ponad dwuletniego 2004-2006. Brał
udział w licznych wystawach, z ważniejszych należy wymienić: Biuro ludzi
znalezionych, Dekalog-Prolog, Pokolenia, Twórcy, Fotograficy Absolwenci Uniwersytetu
Jagiellońskiegooraz tą zrealizowaną podczas pobytu w Japonii. Artysta był
dwukrotnym laureatem międzynarodowego konkursu ABB - What is knowladge? w 2000
r. i Responsibility, respect and determination w 2004 r. Zdobył też srebrny
medal w XXIV Międzynarodowym Konkursie Fotograficznym Krajobraz Górski im.
Jana Sunderlanda w Nowym Targu w 2004 r., i brązowy medal w XIII Biennale Fotografii
Górskiej w Jeleniej Górze, w tym samym roku. Sylwia Sowa z wykształcenia romanista
i politolog. Francja, jej język i kultura stały się niezauważenie jej duchowym
domem. Po skończeniu Kolegium Językowego w Cieszynie i uzyskaniu licencjata
filologii romańskiej na Uniwersytecie Śląskim, zainteresowała się naukami społecznymi
na tyle, by kontynuować naukę w Międzynarodowej Szkole Nauk Politycznych na Uniwersytecie
Śląskim kierowanej przez Jacka Wodza. Nie podjęła pracy w zawodzie wspierającym
biurokrację lecz ze swobodą oddawała się... projektowaniu graficznemu, nauczaniu
języka francuskiego, tłumaczeniom, pisaniu. Od kilku lat jej praca związana jest
z fotografią. Jest członkiem Stowarzyszenia Teatralnego N5018 E1846 w Zabrzu. Autorzy
projektu Perspektywa gaijin poznali się wirtualnie dzięki fotografii...
Wymieniane początkowo informacje o konkursach fotograficznych zarysowały się tylko
prologiem w dialogu o świecie oraz między innymi dwóch przeciwstawnych kulturach
:francuskiej i japońskiej. Dialog trwa do tej pory i jak ewolucja jest niekierunkowy.
Wzajemne inspiracje i przenikanie różnych punktów widzenia widoczne są zarówno
w fotografiach jak i tekstach. Dolina kobiet, tryptyk fotograficzny Artura
Góra uważany jest przez obojga za połączenie ich odrębnych światów. Fotografie
powstały w czasie ich pierwszej wspólnej podróży w Alpy francuskie. To za ich
wykonanie, Artur zdobywał nagrody w konkursach fotograficznych. Ich fotografie
i teksty o Japonii były publikowane w miesięcznikach: Poznaj Świat i Voyage.
Obecnie oboje przygotowują wielojęzyczny album o Japonii.
Japonia
się bawi! Japonia jest jak nigdy niegasnący fajerwerk albo wiecznie kwitnący
kwiat wiśni. W kruchych postaciach jej mieszkańców wyhodowane zostało dziecko.
To japońskie dorosłe dziecko zawsze znajdzie jakąś okazję, by zorganizować party,
bal, zabawę, paradę albo festiwal. Będzie walić młotem i ubijać ciastko mochi
na Nowy Rok, albo szyć strój Mikołaja, by przeparadować główną ulicą w mieście
w towarzystwie plejady innych Mikołajów, będzie cierpliwie czekać w kilometrowym
ogonku, by dostać za darmo jedną ciepłą ostrygę albo zawiąże sobie kokardkę na
czole i w 5-cio stopniowym zimnie będzie dźwigać świątynię, po to, by je oblali
zimną wodą, na cześć uratowanej od pożaru wioski.
Na ziemi Na ziemi...
chaos i zdawać by się mogło wielka przypadkowość. Jako pierwsze przywitały mnie
butle gazowe, przytroczone łańcuchem do ściany. Elewacje wyinkrustowano skrzynkami
liczników, zakurzonych wentylatorów, a na ulicach piętrzyły się stosy worków ze
śmieciami. W tym poutykanym nieporządku znalazło się jednak miejsce na zacisze
świątynne oddzielone od świata świeckiego bramą tori, posągi Buddy w kwiecie lotosu,
zapach dziękczynnych kadzidełek i kruki wysoko w koronach.
Pora kolacji
Restauracja z zewnątrz w zasadzie niczym się nie wyróżnia od kuchennego wejścia,
czyli czegoś w rodzaju zaplecza. Skromna, za krótkimi szmatkami wiszącymi przy
wejściu, z biesiadnymi zakątkami wewnątrz. Za rozsuwanymi pół przeszklonymi drzwiami
zostawia się buty, wchodzi do pomieszczenia o intymności pokoju, siada na kwadratowych
płaskich poduchach i zaczyna oczekiwać na klęczkach. Spokój opuszcza kiedy pojawiają
się pierwsze potrawy. Wtedy czas zaczyna biec co tchu i rozpoczyna się odliczanie
talerzy i szklanic. Jeżeli ktoś nie jest zbytnim trunkistą, niech pije wolno,
a w zasadzie niech w ogóle nie opróżnia swojej szklanki. Zwyczaj panuje tu bowiem
taki, że szklanica ma być pełna, zwłaszcza ta sąsiada, a sąsiad już zadba by i
w naszej nie było prześwitów. Wygląda to bardzo ciekawie czasami, kiedy nad stołem
las rąk uczestniczy w turnieju wzajemnego serwowania .
Od
święta Co jakiś czas obraz przecina para, w której ona drobi w przepięknym
kimonie, on zaś, w pop kurteczce z futerkiem przy kapturze prowadzi tę dumę Japonii
przez żwir dziedzińca świątynnego. Idą, by zawiązać papierkową wróżbę na sznurze,
drzewie, ...wykaligrafować życzenie na kawałku drewna i powierzyć je Buddzie klaśnięciem
w dłonie. (...) na dziedzińcu zaś, na długich stołach złote puszki porozkładane
równomiernie stanowią główną atrakcję umuzykalnionych Japończyków. Potrząsają
nimi, po czym dzióbią koniuszkami palców w poszukiwaniu szczęśliwego złotego patyczka.
Panie aż pąsowieją na twarzach i z grymasem łowieckim wstrząsają zarówno puszkę
jak i swój biust...szczęście przecież trzeba wytrząsnąć ....z życia...:)
W
poszukiwaniu zen (...) Paru jaśniejącym promieniom udało się przemycić do
mojego, nietutejszego świata posmak zen...Rozproszył się na podkładzie śpiewnej
muzyki w Ryokanie, niewielkim drewnianym hoteliku w stylu japońskim, wśród czerwonych
rybek w podświetlonym akwarium, niewolniczo wręcz miłych ludzi, wydających pochwalne
odgłosy przy każdym twoim wypowiadanym słowie, kłaniających się wpół i życzących
goodo timo albo goodo foodo, goodo lifo:) przy każdym spotkaniu, nie wspominając
już o setkach rzucanych w eter podziękowań arigato gozaimasta Zen można
odnaleźć również w ogrodzie. Wyobraźcie sobie idealnie prostopadłą , nie za dużą
powierzchnię, zasypaną równiutko jasnym żwirem....a na niej porozrzucane niewielkie
skały, otoczone mchem jak rozlaną dookoła wyspy zatoką. Pozostaje jedynie siąść
i wpatrywać się w opadające na żwir cienie drzew z innych ogrodów....siedzieć
i szukać, spuścić wyobraźnię z postronka i czekać co wywęszy i co się wykluje,
a później sklecić własną teorię o sztuce Zen. (...)Po jakimś czasie zauważyłam,że
zen tkwi w każdym Japończyku, w jego sposobie myślenia,w wybranej drodze, w innym
podejściu do czasu...nie w tworzeniu, a rozwijaniu i szlifowaniu.
Onsen W
oparach 40-stopniowej wody ciało kobiety kusi swoim niedopowiedzeniem. Rozmyte
kształy kolebią sie między basenami. Włosy spięte w kok albo zakryte foliowym
czepkiem skraplają się na wyciagnięte szyje. Białe prostokąty paradujące we wnętrzu
albo wynurzające sie z wody to ręczniki kryjące pro forma punkty wstydliwe. Temperatura
rozleniwia, wprowadzając w stan błogiej bezcielesności. Oczy juz tylko sledzą
brak konturów. Nie jest to sen bynajmniej, tylko Onsen, jak najbardziej rzeczywiste,
zbudowane w skale z dopływem źródlanej wody. Pożegnanie nie-mocy
Fajer! Bulwy
dymu kłębiły się nad światynia jak opary ognisk w opisach Levi-Straussa o rytualnych
tańcach plemion Afryki. Palenisko wierzeń? Zaklinanie szczęścia w Nowym Roku? (...)
Z oddali i zza dymu słychać regularne potrząsanie dzwonkami. Pałki energicznie
torują drogę niewidocznemu jeszcze pochodowi. Tłum się rozsuwa i jawi się iście
pompejsi obraz maszerujacych półnagich bóstw. Przybliżając rzeczywistość, byli
to młodzi, prężni Japończycy. Szli zamaszyście, tak iż każda próba złapania ostrości
spełzała na trzeci plan. Od żeber po uda opatuleni byli białymi szmatkami, tak
jak za czasów, kiedy krawiec nie zgłębiał anatomii. Kobiety też szły w pochodzie,
ale miały dlugie spódnice. Paradowali tak w pięciostopniowym zimnie z zagryzionymi
miedzy zębami papierkami ...ku szczęściu firm i dobrobytowi domostw!
Kanpai
! Nie wiem, czy istnieją tu jakieś reguły, co do serwisu i przynależnych mu
potraw, ale ładnie to wygląda i na ten wieczór to wystarczy... Gorąca sake, wino,
piwo Asahi, co kto sobie życzy, a w zasadzie życzy się wszystkiego na raz. Jeżeli
ktoś nie jest zbytnim trunkistą, niech pije wolno, a w zasadzie niechh w ogóle
nie opróżnia swojej szklanki. Zwyczaj panuje tu bowiem taki, że szklanica ma być
pełna zwłaszcza ta sąsiada, a sąsiad już zadba, by i w naszej nie było prześwitów.
Wygląda to bardzo śmiesznie czasami, kiedy nad stołem las rąk uczestniczy w turnieju
wzajemnego serwowoania.
Świat przystosowany Do trzęsień, tajfunów,
obsunięć ziemi... W powietrzu Japonia ścieliła się jak miękki patchwork, zadbany
i zaplanowany, pozszywany z równo skrojonych pól ryżowych i miniaturowych ogródków. Na
ziemi zaś... chaos i zdawać by się mogło wielka przypadkowość. Jako pierwsze przywitały
mnie butle gazowe, przytroczone łańcuchem do ściany. Elewacje wyinkrustowano skrzynkami
liczników, zakurzonych wentylatorów, a na ulicach piętrzyły się stosy worków z
posegregowanymi śmieciami. W tym poutykanym nieporządku znalazło się jednak miejsce
na zacisze świątynne oddzielone od świata świeckiego bramą torii, posągi Buddy
w kwiecie lotosu, zapach dziękczynnych kadzidełek i kruki wysoko w koronach.
Nowa
tradycja (...) Rzeka tancerzy przemieszcza się we wszystkich kierunkach miasta,
rozsyłając zarazki podrygów i czarując przechodniów. Strumień grup tanecznych
tak trzeba by nazwać ten taśmociąg parad. Każda grupa pod innym sztandarem i
w innej konwencji. To, co przed chwilą tonęło w bieli i nostalgii, teraz oblewa
sie krwistą czerwienią i wprowadza żywiołową choreografię. Każda grupa ma swoją
własną harmonię, temperament i...już rozwiewa się jak kamfora, ustępując miejsca
kolejnej. Michinoku Yosakoi festiwal tańca organizowany w Sendai zaledwie
od kilku lat, nie jest związany z żadnym wydarzeniem historycznym ani z żadną
legendą. Został stworzony po to, by się bawić bez ograniczeń.
W Pachinko
jest kawai Japończycy nie wyrastają z kreskówek, tym bardziej z komiksów,
wręcz przeciwnie, jest to dział najbardziej okupowany w każdej księgarni. Japonki
zaś trzymają się lalek, pluszaków, swoich agresywnych heroin z bajek w wysokich
butach i wielkich pomponach przy kucykach. Wszystko, co kawaii (w innych językach
mogłoby brzmieć: cool, mignon, fajniutkie) jest pożądane i krzesze natychmiast
błyskotliwe iskierki w źrenicach. Kawai więc są maszyny Patchinko, salon gier
i każda tam wygrana maskotka, którą dołącza się do wiszących już wokół paska,
do torebki, wiesza na włosach, czy tylnych kieszeniach spodni. Kawaii jest elegancki
biznesman pod krawatem i z wypiekami na policzkach , walący w bęben do rytmu lecącej
na ekranie muzyki. Kawaii są kabiny magiczne, w których można na wybranym przez
siebie tle zrobić kilka fot , wybrać w krótkim , cykającym czasie , kilka z nich,
wymienić sobie włosy , dorysować piegi, rzucić parę kwiatków w obramówkę i otrzymać
przy wyjściu zestaw pamiątkowej wariacji. Kawaii też są wszechobecne karaoke ,
w których mozna się zapomnieć i zaśpiewać za Freddim Mercurym,lecz w japońskiej
wersji! Japończycy bawią się w ten sposób namiętnie.
2008-02-16 |