| Korzenie
Wystawa
fotografii Beaty Mendrek-Mikulskiej z cyklu Korzenie w Galerii CZAKRAM
(Katowice ul. Mariacka 20) www.czakram.net Wernisaż
wystawy 21 grudnia (piątek) 2007 r. o godz. 18.00 Wystawa
czynna do 15.01.2008 r.
Jest to projekt, który w swoich założeniach ideowych
ma szczególnie podkreślić istotę natury, szczególnie natury drzewa, drzewa rozumianego
dosłownie jak i w znaczeniu symbolicznym, historycznym, duchowym, w poszukiwaniach
twórczych jak i naukowych każdej jednostki doświadczającej i odkrywającej.
Polecam gorąco, Krzysztof Łapka www.flash.art.pl Odczuwanie
natury.
Jakże ważną zdolnością jest zdolność świadomego bądź czysto
intuicyjnego obcowania z naturą i odczuwania jej, zgłębiania i to nie tylko w
akcie twórczym, ale w ogóle, krocząc ścieżką codzienności, normalności, rutyny...
Drzewo - byt silny, monumentalny, delikatny i wrażliwy zarazem... Jest
jednym z najbliższych człowiekowi wizerunków Natury. Może bezpośrednio działać
na ludzkie zmysły - wzrok, węch, słuch, dotyk... Dostosowany do warunków Ziemi,
Powietrza, Słońca, Wody, Wiatru, Przestrzeni... Analogia do natury człowieka,
istnienie i płynięcie świata wewnętrznego, harmonijny rozwój. Ziarno, korzeń,
pień, korona to jest najważniejsze aspekty w rozpatrywaniu powstawania i egzystencji.
Ziarno jest podstawą wzrostu, rozwoju. Bez ziarna nie zawiąże się życie, myśl,
uczucie, przekaz... Korzeń jest podstawą życia, myśli, uczucia, ugruntowaniem
przekazu, wartości i znaczenia... Pień jest trzonem skupiającym wszystkie
cechy i aspekty, dostarczającym wszystkie niezbędne wartości i dającym przestrzeń
do funkcjonowania organizmu, istnienia... Korona jest urzeczywistnionym wrażeniem
piękna i mądrości wynikających z istnienia, finałem procesu i jednocześnie początkiem
kolejnego cyklu...
Jest to projekt, który w swoich założeniach
ideowych ma szczególnie podkreślić istotę natury, szczególnie natury drzewa, drzewa
rozumianego dosłownie jak i w znaczeniu symbolicznym, historycznym, duchowym,
w poszukiwaniach twórczych jak i naukowych każdej jednostki doświadczającej i
odkrywającej. Projekt obejmuje takie dziedziny sztuki
jak: malarstwo, rzeźba, fotografia, instalacja, film, performance, muzyka, zapachy,
faktury, sztuka kulinarna itp. Beata Mendrek Wszystkich
zainteresowanych wypowiedzią twórcza oraz współpracą proszę o kontakt: beata@horyzonty.net lub
tel. 692 517 942
Beata Mendrek - Urodziła się
w 1980 roku w Katowicach. Absolwentka 2 letniego Studium Fotograficznego w Katowicach
Piotrowicach. Studiowała na Wydziele Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego.
Współzałożycielka grupy Natechwile. Autorka projektów fotograficznych: Poszukiwanie
istnienia, Uwewnętrznienie, Horyzonty, Way of light, Portret P, Secret place,
Szukając horyzontu. Uczestniczka licznych wystaw fotograficznych. Wszystkich
zainteresowanych wypowiedzią twórczą oraz współpracą proszę o kontakt: beata@horyzonty.net lub
tel. 692 517 942 Wyszłam
z domu - projekt KORZENIE.
Noc,
prawie północ... Wyszłam z domu. Ciemność i zbyt
powolna akomodacja zmusiły mnie do chwili zastygnięcia w oczekiwaniu na akceptację
tych niejasnych warunków. Już w tym momencie uwydatniła się aktywność innych
zmysłów. Poczułam mroźne, jak na tę porę roku, powietrze. Jego zapach był...mroźny,
silny i mocno przenikający moją skórę. Pierwsze kroki
były ostrożne. Może dlatego, że nie bardzo znałam tę okolicę. Po minięciu furtki
było inaczej, tej okolicy nie znałam w ogóle... Szłam nie zastanawiając się
specjalnie, dokąd dojdę. Konkretnym celem tej wyprawy nie było zdobycie wyznaczonego
szczytu, ale pragnienie doświadczenia tego, co będzie w trakcie. Doświadczenia
pełnego. Na początku trawa, delikatnie muskała, pozwalała
iść z lekkością i dawała poczucie płynięcia. Tak naprawdę dzięki łagodności drogi
i przyjemnej rzadkości powietrza mogłam całkowicie skupić się na tym, co dzieje
się we mnie. W tej chwili były we mnie tylko obrazy oszczędne, subtelne. Przestrzeń,
odległy horyzont, powietrze... Po wejściu do lasu na chwilę
zmieniły się odczucia. Lekkość niosącej łąki zamieniła się w grząską ścieżkę
ograniczoną drzewami zamykającymi przestrzeń nade mną rozłożystymi koronami. Było
ciemniej i ciaśniej. Drzewa oddychały spokojnie, korony lekko szemrały... Może
mówiły o mnie? Z każdym krokiem błoto, które trochę przeszkadzało w ciszy i
spokoju, przestawało być niechcianą przeszkodą. W miejsce tego pojawił się tajemniczy
dźwięk, lepki, mokry, szary, równomierny i rytmiczny, jak moje kroki. Podniosłam
głowę do góry, widok się nie zmienił, wyżej było tak samo ciemno, ale jakby więcej
powietrza, zapachu. Więcej dźwięków. Mijałam kolejne,
monumentalne drzewa. Potężna kolumnada prowadziła mnie, zapraszała coraz dalej
i głębiej. Czarne posągi w czarnej przestrzeni obejmowały to, co za mną i
ograniczały to, co przede mną. Gościnność tego lasu urzekła mnie, czułam, że jest
nam ze sobą dobrze... Ten las pozwolił mi się poczuć, usłyszeć,
dotknąć. Jedynym wrażeniem wzrokowym, jakim mnie wtedy obdarzył było czarne niebo
usłane niezliczoną ilością jaśniejących, ale nie zakłócających ciemności gwiazd.
Przez chwilę szybowałam po czarno-białej mapie sklepienia i słuchałam. Momentami
było niewyobrażalnie cicho, może nawet głucho. Ta głusza, to niesamowicie mocne,
ciężkie i głębokie dźwięki. Nieczęsto mam okazję tego słuchać... Droga
prowadziła w dół. Sądząc po zawężającej się przestrzeni wokół mnie było to coś
w rodzaju wąwozu. Dzięki pochyłej ścieżce i grawitacji mogłam bardzo silnie
poczuć swoje ciało, własny ciężar, materialność. Zaskoczona byłam odwagą a
może raczej zaufaniem i pokorą, z jaką wchodziłam w tę ciemność. Zdałam sobie
sprawę, że tak naprawdę łatwiej się schodzi nie widząc, na czym się staje. Czułam
pod nogami kamienie, piasek, gałęzie, ale w momencie oderwania nogi od ziemi wrażenie
nierówności znikało i pojawiało się następne, następny kamień, gałąź, coś...
Ta
całkowita ciemność pozwalała na zupełnie inne odczuwanie, nie wiedziałam, na co
stanę dopóki nie stanęłam na tym, nie wiedziałam jak pachnie dopóki nie poczułam
zapachu, nie wiedziałam, jaką ma skórę, dopóki nie dotknęłam... Nieoczekiwany
błysk latarki spowodował pojawienie się jakiś sylwetek, zarysów, które siłą wyobraźni
każdy zaczyna interpretować, nadinterpretować. Kiedy coś jest niedopowiedziane,
naturą ludzką jest sobie dopowiedzieć, po swojemu. Zobaczyłam, dosłownie zobaczyłam,
iż tutaj dużo korzystniejszy był brak światła. Tu było zbyt dużo innych bodźców.
Tu przyjemność sprawiało swobodne poruszanie się po omacku. Tu
były tylko drzewa. Dotykałam ich, czułam ich zapach, słyszałam jak oddychają,
poruszają się, każde inaczej. Mogłabym wiedzieć o nich wszystko, ale jeżeli nie
mogłam ich zobaczyć dokładnie, to nie chciałam w ogóle ich widzieć. ...zobaczyłam,
następnego dnia. Wiedziałam już, jak pachną, jakim głosem
mówią, jaką mają strukturę. Teraz mogłam już tylko patrzeć, dokładnie, nic mnie
nie rozpraszało. Jedne były stare i zniszczone, pochylone i pomarszczone,
inne młode, gładkie i smukłe. Silne, indywidualne, niezależne, obok słabe, wiotkie
i zależne od pozostałych. Jedne mocne i strzeliste, inne kalekie, leżące. Pełne
życia i umierające, kochające i samotne, kwitnące i wyschnięte. Jedne piękne,
inne...odarte ze skóry. Piękne i przerażające...w dzień, a co dopiero w nocy... Beata
Mendrek 2007-12-17 |