| Przyczajony
Tygrys wystawa fotografii Anety Nowickiej
GALERIA Da Vinci Jastrzębie
Zdrój ul. Witczaka 3A, tel. 0324761361 Wystawa czynna od 4 do 29 lutego 2008
r. 23 czerwca 2001 r. na stadionie w Chengdu wykonano
publiczną egzekucję na 24 osobach. Miesiąc później Międzynarodowy Komitet Olimpijski
zdecydował, że Igrzyska w 2008 r. odbędą się w Pekinie. Przed olimiadą w
Pekinie pamiętajmy o prawach człowieka! Czy sportowcy nie będą mieli oporów przed
występowaniem na tych samych stadionach, na których strzałem w tył głowy zabija
się ludzi? - czytamy nagłówki artykułów w prasie. 7 lutego
Chiny weszy w Nowy Rok Rok Szczura. Czy w Chinach się dzięki
Igrzyskom coś zmieni, czy poprawi się sytuacja Tybetańczków oraz zwykłych, biednych
mieszkańców, z którymi nie liczy się Wielki Tygrys Wschodu.
Krzysztof
Łapka Kurator wystawy
Fotografie
z wystawy Przyczajony Tygrys pochodzą wyprawy Anety Nowickiej z Jastrzębia Zroju
do Chin. Szanghaj, Pekin oraz prowincja Fujian w południowo- wschodnich Chinach
(1600 km od Pekinu) zgrupowane są w kilku fotograficznych tematach:
Ulica
dzieci Wiele dzieci z uboższych rodzin w Chinach ogóle się nie uczy. Szkoły
są płatne. Są werbowane są przez dalekich wujków z miasta i zostają tam zmuszane
do żebrania. Są bardzo dobrze przeszkolone. Niektóre dzieci po przekroczeniu wieku, w
którym są zdatne do żebrania, zostają oddawane rodzicom i wracają na wieś. Oczywiście
te, które mają dokąd. Fujian Prowincja Fujian
leży nad samym morzem w południowo- wschodniej części Chin. Według nieoficjalnych
danych w prowincji Fujian istnieje największy odsetek emigrantów. Aby wyjechać,
najpierw trzeba zapłacić sowicie przewoźnikowi. Potem płaci się łapówkę urzędnikom.
Wtedy jest nadzieja, że statek nie zostanie skontrolowany. Ucieka się najczęściej
przez morze do Japonii, USA. Gdy zawiedzie nieoficjalna droga morska, można
wyjechać do przyjaznej dla Chin Rosji. Pekin
i Szanghaj Duże miasta jak Pekin, czy Szanghaj mają być wizytówką komunistycznych, ale
i prężnie rozwijających się gospodarczo, otwartych na wymianę handlową Chin. Główne
trasy turystyczne są czyste, wokoło piętrzą się nowoczesne biurowce, a na starym
mieście wciąż można oglądać zabytki z czasów dynastii Ming. Ale nawet w centrum
miasta, pośród strzelistych biurowców i budowlanych inwestycji stoją jeszcze rzędy
niskich, tradycyjnych osiedli, prawie slumsów. Przeciętni Chińczycy, żeby utrzymać
się przy życiu, wprost na ulicy- gotują, prasują, strzygą, przewożą rikszami.
Niektórzy przyjeżdżają do wielkich miast za pracą. Po pracy zostają na ulicach,
śpią na ulicach, w miejscu pracy. Władza chce wysiedlić ludzi z centrów, wyburzyć
osiedla, a na ich miejsce postawić nowe biura. Ceny nieruchomości rosną, a na
plecach czuje się oddech służby Mao. Uderzają kontrasty: biedni ludzie na tle
nowoczesnych plakatów reklamowych. W małych miasteczkach ulice nocą są nieoświetlone,
część dróg jest ubita z ziemi. Tam władza nie inwestuje.
Niebo
nad Chinami. Niebo nad Chinami jest zaścielane nowymi wieżowcami. Nowymi
budynkami, biurowcami wielkich korporacji. Horyzont powoli zaściela się coraz
to nowymi pudełkami ze szkła i stali. Komunizm nie przeszkadza wkraczać drapieżnemu
kapitalizmowi. Wieżowce budowane są często z pominięciem zasad bezpieczeństwa.
Ludzie pracujący na budowach często nie mają ubezpieczeń, nie mają umów o pracę,
w razie wypadku sami muszą pokryć horrendalne rachunki za pobyt w szpitalu. Szpital
w Pekinie jest pełen pacjentów, tu jest praca, tu są zamożniejsi ludzie. W szpitalu
na prowincji były tylko 3 osoby. Z konieczności. Przywieziono je po wypadku. W
Chinach często rodzi i umiera się w domu. Tylko nielicznym udaje się spojrzeć
poza linię horyzontu. Tylko nieliczni dają sobie szansę na inną perspektywę.
Inne niebo.
Aneta
Nowicka absolwentka Szkoły Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego. Naukę
kontynuowała na Uniwersytecie Wiedeńskim (studiowała publicystykę oraz wiedzę
o mediach, teatrze i filmie), studiowała także w Laboratorium Reportażu na UW
(fotoreportaż u Tadeusza Rolke). Pracowała jako kierownik produkcji filmów
dokumentalnych i sztuk teatralnych, a także jako koordynator na festiwalu muzyczno-teatralnym
w Wiedniu. Obecnie przebywa w Angli.
O sobie:
Mój styl definiują reportaże i portrety. Jestem zafascynowana eksplorowaniem
społecznego tła fotografowanych obiektów. Podróżowałam poza głównymi szlakami
w Chinach i Ameryce Południowej robiąc reportaże.Moje fotografie zostały opublikowane
w katalogu Powtórzenie towarzyszącemu projektowi Artura Żmijewskiego, przygotowywanemu
na Biennale w Wenecji 2005. Zdjęcia zostały opublikowane w szeregu europejskich
gazet, włączając Newsweek. Publikowałam prace w Polsce, Szwecji i Anglii. W
moich prywatnych projektach skupiam się na surrealnych warstwach tworzonych scen.
Inspirują mnie filmy i obrazy od Sandro Botticelli, Caravaggio na Salvadorze Dalim
kończąc. Nie lubię łatwych rozwiązań. Lubię wyzwania. Aneta
Nowicka kontakt: www.foto.perspektiva.pl nowicka@perspektiva.pl
--- DRUGIE
DZIECKO W KRAJU PRZYCZAJONEGO TYGRYSA
Posiadanie
dziecka to szczęście. Posiadanie chłopca jest w Chinach szczęściem podwójnym.
Natomiast posiadanie drugiego dziecka jest już partyzancką walką z chińską władzą. Kilka
lat temu jedna z córek państwa Zinhou, Lihong była w ciąży, spodziewała się drugiego
dziecka. Przeszukano pokoje państwa Zinhou, sprawdzono informacje u sąsiadów.
Lihong zdążyła uciec z domu. Inaczej zabrano by ją do szpitala i wykonano przymusową
aborcję, którą wykonuje się nawet w 8 miesiącu ciąży. Od
pierwszego kliknięcia/Od pierwszego wejrzenia
W samolocie
do Pekinu oglądam film produkcji chińskiej. Historia opowiada o młodym małżeństwie.
Gdy świeżo poślubiona żona zostaje odrzucona przez zazdrosnego męża, musi powrócić
domu swoich rodziców. Dla zamężnej kobiety to największa hańba. W końcu małżonkowie
godzą się, mąż przyjmuje z powrotem żonę. Symbolem pojednania jest umycie teściom
stóp. Ląduję w Pekinie i wsiadam w kolejny samolot. Prowincja Fujian, do której
się udaję, jest położona w południowo- wschodnich Chinach, około 1700 km od stolicy
państwa. Mieszkam na wsi w chacie z klepiskiem, woda pochodzi ze studni i przynoszona
jest tradycyjnie- na plecach. Duże miasta jak Pekin, czy Szanghaj mają być
wizytówką komunistycznych, ale i prężnie rozwijających się gospodarczo, otwartych
na wymianę handlową Chin. Główne trasy turystyczne są czyste, wokoło piętrzą
się nowoczesne biurowce, a na starym mieście wciąż można oglądać zabytki z czasów
dynastii Ming. Ale nawet w centrum miasta, pośród strzelistych biurowców i budowlanych
inwestycji stoją jeszcze rzędy niskich, tradycyjnych osiedli, prawie slumsów.
Przeciętni Chińczycy, żeby utrzymać się przy życiu, wprost na ulicy- gotują, prasują,
strzygą, przewożą rikszami. Władza chce wysiedlić ludzi z centrów, wyburzyć osiedla,
a na ich miejsce postawić nowe biura. Ceny nieruchomości rosną, a na plecach czuje
się oddech służby Mao. Jeszcze w Fozhou, mieście wojewódzkim prowincji Fujian
na budynkach widnieją reklamy największe koncerny. W małych miasteczkach ulice
nocą są nieoświetlone, część dróg jest ubita z ziemi. Tam władza nie inwestuje. Państwo
Zinhou, o których mieszkam na wsi, uprawiają ziemię, a na niej trochę ryżu, orzeszki
ziemne. Mają piątkę dorosłych dzieci, w tym trzech synów i dwie córki. Jedna z
córek pochodzi jeszcze z poprzedniego małżeństwa obecnej pani Zinhou. Z poprzednim
mężem nie mogła mieć więcej dzieci, a brakowało potomka, który by to wszystko
odziedziczył, więc adoptowano chłopca. Po śmierci ówczesnego męża wyszła za Pana
Zinhou i urodziła jeszcze trójkę dzieci- dwóch chłopców i dziewczynkę. Jeszcze
trzydzieści lat temu państwo nie ingerowało w liczbę urodzin. Dzieci są już
dorosłe, mają rodziny. Ostatni ożenił się najmłodszy syn, Huaping. Feng Yin i
Huaping spotkali się tylko raz przed ślubem, w towarzystwie swata i rodziny. Pilnuje
się, by nie dochodziło między przyszłymi małżonkami do żadnych innych spotkań.
Po spotkaniu oboje wyrazili wzajemną aprobatę i po kilku dniach zawarto małżeństwo.
Gdy mieszkałam w międzynarodowym akademiku w Austrii, jeden z sąsiednich pokoi
zajmowała chińska para. Nie byli małżeństwem. O tym nieformalnym związku dowiedziała
się rodzina dziewczyny. W akademiku zjawiła się jej ciotka z Chin, która kategorycznie
zabroniła wspólnego mieszkania. Dziewczyna uległa, od tego czasu ona i on wynajmowali
dwa osobne pokoje. W tradycyjne związki zaczyna wkraczać jednak nowoczesność.
Młodsza siostra Feng Yin poznała chłopaka przez Internet. Jest Chińczykiem, ale
mieszka w Argentynie. Wymienili już zdjęcia, spodobali się sobie. W zaręczynach
pomogła kamera internetowa. Świeża narzeczona pakuje walizki. Za miesiąc wylatuje
do Argentyny. Tam się pobiorą. Kosztowne
chińskie mury Huaping jeszcze przed ślubem mógł wybrać sobie prezent
za żonę. Otrzymał wymarzony motocykl, który stoi teraz w gościnnym pokoju, w
domu jego rodziców. Huaping mieszka teraz w małym mieszkanku w Pekinie, skąd wysyła
towary na handel do Rosji. W Moskwie są już jego dwie siostry: Xiao Xia i Lihong
z mężami rozprowadzają towar, a Huaping kontroluje dostawy. Dzieci sióstr zostały
na wsi u dziadków, dzieckiem Huapinga opiekuje się jego żona. Prowincja Fujian
leży nad samym morzem. Według nieoficjalnych danych istnieje tam największy odsetek
emigrantów. Ucieka się najczęściej przez morze: do Japonii, USA. Najpierw trzeba
zapłacić sowicie przewoźnikowi, potem przekazać łapówkę urzędnikom, wtedy jest
nadzieja, że statek nie zostanie szczegółowo skontrolowany. Gdy zawiedzie ta droga,
można wyjechać do przyjaznej Rosji. Władze często wydają zgodę na wyjazd do Rosji.
W Pekinie pod ambasadą Rosyjską stoi ogromna kolejka interesantów po wizy. Gdy
stoję w lekkim oddaleniu, jednak zauważa mnie policjant i macha rękoma sygnalizując,
że mam odejść. Cały gmach jest pilnie obserwowany przez Chińską policję. Z rozwijającego
się nowego wschodniego tygrysa, przecież nikt nie ma ochoty wyjeżdżać. Huaping,
podobnie jak pozostałe dzieci państwa Zinhou emigrował, by zarobić na życie. Niektórzy
wyjeżdżają na stałe, szukają nowego miejsca do życia, inni po to, by się trochę
dorobić i postawić na wsi kilkupiętrowy dom- symbol statusu. Do niedawna modne
były czteropiętrowe domy jednorodzinne. Dziś bywają i takie z siedmioma piętrami.
Im więcej pięter, tym większy status. Aby zbudować taki dom stawia się drewniane,
chwiejne rusztowania. Jest to efekt nowych usprawnień technologicznych, bo kiedyś
zwieszano robotnika na desce przytwierdzonej do dachu na linach. Te budowle, graniczące
wprost z podmokłymi polami ryżu, zbudowane z betonu, marmuru, szkła i stali wyglądają
jak małe fortece. Jeżeli rodzinie jest nawet czterech, lub więcej synów, obok
siebie stoją nawet cztery takie bliźniacze domy. Wiele z tych domów nich stoi
na razie pustych. Czekają na potomków. W prowincji Fujian istnieje mała, willowa
osada. Połowa wsi wyjechała sprzedawać kapcie w RPA, dorobili się majątków i szybko
postawili kilkupiętrowe bloki. Aby jednak nabyć prawa wieczyste do ziemi, która
często od wielu lat należała do jednej rodziny trzeba dużo zapłacić. Sama ziemia
nie jest tak kosztowna. Urzędnik otrzymuje zaliczkę na, jak mówi, kolację z odpowiednimi
ludźmi. Taka kolacja może kosztować 3000 jenów (około 400 USD)- kilku, kilkunasto
krotną średnia pensja w Chinach. Nikt się temu nie dziwi, kolacją to dopiero początek
wydatków. Gość w domu ojca W
domu Państwa Zinhou przebywa często córka ich najstarszego syna. W domu Yun Yun
nie jest za bogato, utrzymywać dziewczynę to kłopot. Może chociaż przyda się dziadkom
do pomocy w domu. Ma 19 lat, a wygląda najwyżej na 14. Dziecięca twarz i długie,
piękne włosy. Jej wujek poucza ją, aby dużo jadła u swoich dziadków. Brat
Yun Yun, który został w domu, jest dość wysoki i dobrze zbudowany. Dlaczego ona
wyglądem i posturą tak bardzo różni od brata, pyta jej wujek. Oni lepiej karmią
syna. - stwierdza. Yun Yun w domu nie trzeba nawet instruować, co i kiedy
ma robić, wszystkie prace wykonuje prawie biegiem. Szybka i zwinna, obiera małże
z muszli jak automat. Nie odzywa się nie pytana. Nie robi niepotrzebnego hałasu.
Nie była posyłana do szkoły. Kształcenie dziewczynki jest często nieopłacalne.
Dziewczyna po zamążpójściu przejdzie do innej rodziny. Będzie się opiekować już
tylko teściami i zajmować domem, więc nie będzie już rodzicom potrzebna. Wujek
namawia ją na zatrudnienie się u fryzjera. Nauczy się na przykład myć włosy. Będzie
choć trochę samodzielna. Może potem będzie mogła gdzieś wyjechać. Jeszcze dwa
lata i będziesz musiała wyjść za mąż. Ojciec cię na pewno wyda mówi wujek Czy
zastanawiała się kiedyś, kim chciałaby być? Następuje długa cisza. Yun Yun zastyga
w bezruchu, jakby ktoś nagle ją zaczarował. Nastaje cisza, jest późny wieczór,
z pobliskich zarośli słychać tylko cykady. Siedzimy na zewnątrz, przed chatą.
Pytamy o przyszłość. Na stole piętrzą się różne potrawy. Nikt nie każe Yun Yun
sprzątać, czy przynieść coś do stołu. Ona patrzy na stół, jakby szukała na nim
odpowiedzi. W końcu przecząco rusza głową. Czy jest coś, o czym marzy, Yun
Yun nic nie mówi, jakby nie słyszała pytania. Chyli głowę. Nie, nigdy się nad
tym nie zastanawiała. Przecież nikt nie pytał, bo po co. Nagle zrywa się i szybko
zbiera naczynia. Na następny dzień rano niepostrzeżenie znika. Podobno wróciła
do domu ojca. Wszystkie dzieci nasze są Huaping
mieszkał w Pekinie z żoną Feng Yin, która właśnie jest w ciąży z drugim dzieckiem.
Dotychczas mieszkali w Pekinie razem, ale ponieważ ciąża jest już bardzo widoczna
wyjechała na wieś. Żona powinna przebywać w domu męża i teściów, ale Feng Yin
się ukrywa przed chińską władzą i jest w domu swoich rodziców. Posiadanie dziecka
to szczęście. Posiadanie chłopca jest szczęściem podwójnym. Natomiast posiadanie
drugiego dziecka jest już partyzancką walką z chińską władzą. Urzędnicy przychodzą
do domu z wizytą. Zaglądają we wszystkie kąty. Sprawdzają wszystkie pokoje, domowników,
sprawdzają czy wszystkie kobiety są w domu. Kilka lat temu jedna z córek państwa
Zinhou, Lihong była w ciąży, spodziewała się drugiego dziecka. Przeszukano pokoje
państwa Zinhou, sprawdzono informacje u sąsiadów. Lihong zdążyła uciec z domu.
Inaczej zabrano by ją do szpitala i wykonano przymusową aborcję, którą wykonuje
się nawet w 8 miesiącu ciąży. Dzieci w Chinach w większości rodzą się w domach.
W szpitalach kobiety po porodzie zostają natychmiast poddane zabiegowi wycięcia
narządów rodnych i nie mogą mieć więcej dzieci. Urzędnicy nie znaleźli Lihong,
aresztowano jej rodziców. Zostali zamknięci w małej celi. Spędzili tam miesiąc
do momentu, aż Lihong po urodzeniu dziecka zgłosiła się władzom. Rodziców wypuszczono
a Lihong poddano zabiegowi bezpłodności. Pozostała jeszcze do zapłacenia kara
za urodzenie dziecka, która w Chinach wynosi minimum 3 tys.USD. Szkoła
życia Lihong wraz z mężem i siostrą Xiao Xia, wyjechała do Rosji. Dzieci
sióstr zostały u dziadków na wsi. Dziewczynki zajmują się domem. Natomiast syn
Xiao Xia został umieszczony w prestiżowej szkole karate Shaolin z internatem.
Szkoła liczy około półtora tysiąca uczniów. Dostają te same mundurki szkolne,
te same przedmioty codziennego użytku, jak zeszyty, książki, czy wiadro do czerpania
wody i wieczornego mycia. Tylko bieliznę mają różną, swoją, zabraną jeszcze z
domu. Szkoła to ich całe życie. Przebywają w niej cały rok, nawet w wakacje.
Zajęcia z technik karate i wiedzy ogólnej odbywają się do późnych godzin wieczornych
i kończą się apelem. Dzieci stoją w równym szyku, jedno za drugim, na koniec salutują
wyciągając dłonie przed siebie, powtarzając w ten sposób gest Mao. Wszystkie
szkoły w Chinach są płatne. Na tę szkołę stać tylko najbogatszych, i tych, którzy
zarabiają za granicą. Kosztuje około 5000 USD za rok nauki. Dlatego wiele dzieci
w Chinach, szczególnie dziewczynek, w ogóle się nie uczy. Bywają i takie, które
są werbowane przez dalekich "wujków" z miasta i zostają tam zmuszane
do żebrania. Są bardzo dobrze przeszkolone. W Pekinie, gdy wsiadam do samochodu
zaczepiają mnie dwie, około 5-letnie dziewczynki wczepiają się w drzwi pojazdu,
wyciągając ręce. "Money, money". Kierowca natychmiast chce ruszyć, wtedy
dziewczynki dostają histerii, krzyczą, płaczą, wczepiają się w drzwi. Uspokajają
się dopiero po wetknięciu im w dłoń banknotu. Również w Szanghaju na głównej
ulicy zaczepia mnie pewien chłopiec. Ma osiem lat. Brudne palce stale trzyma stale
w buzi, a wzrok ma utkwiony gdzieś w fasadach budynków. Jest zaniedbany, przygarbiony
i jakiś nieobecny. Jest już prawie północ. Po chwili odwraca się i szybko biegnie
gdzieś dalej. Jest to spacerowa, handlowa ulica w Szanghaju. Umieszczono tutaj
pomnik szczęśliwego małżeństwa z jednym dzieckiem, a kawałek dalej odlany z brązu
pomnik idealnej matki- Chinki z dzieckiem w wózku. Co chwila podchodzą uśmiechnięte
dziewczyny robią sobie z nim zdjęcia. Na szczęście. Niektóre dzieci po przekroczeniu
wieku, w którym nadają się do żebrania, wracają na wieś. Oczywiście tylko te,
które mają dokąd. Chińska seksmisja /Tygrys zjada
swoje dzieci Ostatnio Chiny próbują zmieniać swój wizerunek
jako pogromcy dziewczynek. W Chinach jest nieproporcjonalny przyrost urodzin chłopców
względem dziewczynek, wkrótce może zacząć brakować przyszłych żon i matek. Nadal
jednak uparcie propaguje się model dwa plus jeden, to znaczy: plus dziewczynka.
W telewizji puszcza się rozrywkowe programy z udziałem małżeństw i ich córeczek.
Rodziny śpiewają razem piosenki, a dziewczynki biorą udział w zgadywaniu na czas.
Wszystkie dziewczynki są bardzo ambitne. Przy wyliczaniu naukowych nazw owadów
ani jedna z nich nie popełnia błędu. Ostatnio państwo próbuje wprowadzić zmiany
prawne. Rodzina może także liczyć ewentualnie na niewielką zapomogę państwa ze
względu na posiadanie dziewczynek. Dziewczyny bardzo wyjątkowo są dopuszczane
do dziedziczenia majątku, wtedy, gdy nie ma synów w rodzinie. Jednak rzeczywistość,
szczególnie na wsiach pozostaje bez zmian. Gdy rodzi się w rodzinie chłopiec-
piecze się lub kupuje słodkie, okrągłe placki dla całej wioski. W ten sposób dzieli
się dobrą nowiną i radością. Ktoś musi utrzymywać i opiekować się rodzicami na
starość. Nie istnieje przecież system emerytalny ani socjalny, a szpitale są płatne.
Każdy klan w Chinach ma swoją buddyjską świątynie przynależącą do ich nazwiska,
również państwo Zinhou. Panuje tam kolor złoty i czerwony- symbole pomyślności
i szczęścia, a na ołtarzach dominują figury przodków. Z prośbą o syna można zwracać
się do figurki przedstawiającej najstarszego członka rodziny. Ze swoimi intencjami
o synów można się także zwrócić bezpośrednio do reprezentantów Bogów, oczywiście
za odpowiednią opłatą. Udaję się do buddyjskiej świątyni, losuję jakąś wróżbę.
Za parawanem, przy niewielkim stoliku siedzi ogolony na łyso i ubrany w żółte
szaty mnich. Czyta moją wróżbę, z karteczki, którą wylosowałam. Patrzy intensywnie
gdzieś w dal i zniża głos. Jak skończę studia, to będzie wszystko dobrze przepowiada.
Kolejnych klientom mówi, że mają pewne problemy, dlatego trzeba zapalić w ich
intencji kadzidła. Ale w państwie tak prężnego ekonomicznego rozwoju bogowie też
muszą za coś żyć. A za cenę 800 jenów (ok. 100 USD) za kadzidło rozwiążą problem.
Po chwili mnich zadowala się kwotą 100 jenów. Wizyta trwa może 3 minuty. Teraz
można zapalić kadzidło i zwrócić się do Bogów o pomyślność. W Chinach panuje
nabożny stosunek do władz. Przez wieki istniał też konfucjanizm, rodzaj świeckiej
religii zakładającej, że szczęście jednostki trzeba podporządkować pomyślności
społeczeństwa. Uważano, że cesarz otrzymywał mandat z niebios. Na placu Tiannenmen,
gdzie doszło do słynnej masakry w 1989 roku, do mauzoleum Mao Tse Tunga wciąż
ustawiają się niebotyczne kolejki Chińczyków. Można zapłakać nad losem władcy. Rewolucja
kulturalna Feng Yin jest w 8 miesiącu ciąży, krząta
się po domu, a przy niej ciągle kręci się jej kilkuletni synek, nie może wręcz
oderwać się od spódnicy. Podobno teraz kontrola nie jest już tak szczegółowa,
chińscy urzędnicy częściej zajmują się rozbudową nowych miast i fabryk, niż zaglądaniem
do domów, jednak Feng Yin często odwraca i chyli głowę, boi się pokazać twarz.
Lepiej zachować ostrożność. Feng Yin nie wie jeszcze czy urodzi chłopca, czy
dziewczynkę. Nie była u lekarza. Pani Zinhou jak była młoda, pracowała w polu
do dnia przed rozwiązaniem. Feng Yin nadal sprząta, gotuje, wykonuje różne domowe
prace. W ten sposób urozmaica sobie oczekiwanie na męża, który przebywa 1700
km dalej. Najlepszą receptą na zdrowe dziecko jest codzienna praca, tłumaczy jej
rodzina. Tymczasem domu Państwa Zinhou już przy śniadaniu trwa dyskusja. Jeden
z kuzynów pracuje w urzędzie, w dziale kultury. Kara za posiadanie drugiego dziecka
wynosi minimum 3000 USD. Może uda się to jakoś załatwić. Kuzyn powinien pomóc.
Przecież jest urzędnikiem. Epilog Feng Yin miesiąc
później urodziła dziewczynkę. Podobno ona i mąż bardzo się cieszą. Aneta
Nowicka
2008-02-10 |